Z dala od ciebie

        ***

        Z dala od ciebie

        od siebie

        z dala od wszystkiego
         

        Zagubieni

        między pragnieniem dotyku

        i odtrącenia
         

        Ogrzewamy się jeszcze

        ciepùem lodowatych

        pocaùunków
         

        Próbujemy jeszcze

        przywróciã

        czas


        ***

        úpisz koùo mnie

        smutna i obojętna

        spoglądasz w jesień
         

        pragnę cię otuliã dobrocią

        jak narcyza ochroniã

        przed jesiennym przymrozkiem
         

        úpisz koùo mnie

        czuùa i wyrozumiaùa

        nieúwiadoma mojej bliskoúci


        ***

        Jestem trawą.

        Potrzebuję cię

        jak azotu.
         

        Wiem, ýe z tęsknoty

        poýóùkùy

        dni,
         

        ale skąd miaùem wiedzieã,

        ýe juý zwiędùy.

        Skąd miaùem wiedzieã,
         

        ýe nie ma cię wúród pól,

        ýe jak miùoúã krucha

        przekwitùaú.


        ***

        tak wczeúnie nadszedù úwit

        juý nigdy więcej

        nie przyjdzie przyjaciel ni kochanek
         

        zimny byù dzień

        gdy braùem cię za ýonę

        i oczy patrzyùy w szare niespokojne niebo
         

        poczerwieniaùa sól

        na strychu mej duszy

        ukryùo się dziecko
         

        tego dnia gdy ciebie ujrzaùem

        wszystkie drogi wiodùy do koúcioùa

        i ýadna do nieba


        ***

        Przychodziùem do ciebie,

        gdy úwitaùa noc,

        zawsze po raz ostatni.
         

        Twoje okno

        wciąý patrzyùo tam,

        gdzie za jeziorem

        zachodzi sùońce.
         

        I nigdy

        mnie nie widziaùo

        ani przychodzącego,

        ani odchodzącego.
         

        Chcę, lecz nie wiem,

        jak wejúã do twojego domu

        bez pukania do twej obojętnoúci.

        Noce przeminą


        ***

        A gdy oddzieliùem ciebie

        i twoje listy,

        deszcz uraczyù nas jesienią,

        stóù pokryùy únieýynki.
         

        Przez jezioro,

        po grudach ziemi,

        powalony wracaùem do domu.
         

        Wyúmiaùo mnie dno jeziora,

        zhańbiùa odwilý,

        wiosną

        szedùem do domu po lodzie.


        ***

        Szukając -

        nie znalazùem,

        czekając -

        nie doczekaùem się ciebie.

        Nie doczekaùem się

        czasu spadania,

        czasu miùoúci.

        Po tamtej stronie czekania.

        Po tamtej stronie czekania.


        ***

        od zapachu cebuli

        uczyùem się

        upajająco caùowaã

        od ciebie

        obùudnie pùakaã

        i nic nie wiedzieã


        ***

        Szukaùem cię aý do rana,

        do domu wróciùem pachnąc polem

        i jakieú kwiaty przyniosùem,

        nie nasze ukochane.
         

        Jak gdyby nic wróciùem,

        przykryty innym czasem.

        W milczeniu szaty darùem

        i lepszym staã się chciaùem.
         



        ***

        A chciaùem cię zaprosiã do wielkiej radzieckiej ùaźni

        i podarowaã w dniu imienin

        ýal niezmierny wywoùujący rozwolnienie.
         

        Lecz gwiazda, pod którą sierp i mùot, przygasùa

        a woda staùa się zielona w Niemnie.

        Potem samotnie w barze szaszùyk jadùem

        zielonym popijając winem,

        i przez mgùę widziaùem - dziewiczego wianka

        dotykaù czùowiek w fartuchu biaùym.
         

        W innym juý barze, czy teý w innym úwiecie

        kobiety zawstydzone rozbieraùy się do naga.

        Myúlaùem - to jest to,

        Myúlaùem - raj to wùaúnie.

        Lecz przyszùo jeszcze raz przeýywaã

        ýycie.

                                          Dorota Czupkiewicz


        ***

        powiedz królowo mych myúli

        gdzie kończą się twoje wùoúci

        gdzie mieúci się woùanie serca

        co w úmierci znika ciemnoúci
         

        dlaczego poýądam sùów niepewnoúci

        które okrutnie przy drodze porzucono

        dlaczego dla nas jest wiecznie za wczeúnie

        i zawsze zbyt późno


        ***

        Chcę się zanurzyã we wszystkim,

        gdzie jesteú Ty -

        cierpiąca,

        rozumiejąca wszystko co dobre.
         

        Tak chcę byú byùa szczęúliwa -

        twoje szczęúcie jest moim.

        Tak chcę byú byùa silna -

        moją jest twoja siùa.
         

        Gdy jesteú daleko,

        pustoszeje mój úwiat.

        Mój úwiat jest gùuchy,

        gdy woùaniem cię nie dosięgam.
         

        Wierzę, ýe noc przeminie,

        ýe dzień się rozpromieni,

        wszystko jak nigdy dotąd

        znów w nigdy się zamieni.
         

        1991.12.04

                          Marcin Niemojewski



        Szukam swego imienia


         

        AUTOBIOGRAFIA
         

        Szukam swego imienia i nic nie pamiętam.

        Między przeszùoúcią, zorzą i ciemnoúcią,

        gdzie wstają ludzie i nikt się nie budzi,

        nie czeka na spokój, úwiatùoúã i pokój.
         

        Nie wiem, kiedy się urodziùem, bo dane mi byùo

        w ýyciu rodziã się wiele razy -

        kaýdej wiosny razem z trawą,

        razem z dniem kaýdego ranka.
         

                                        Sigitas Birgelis


        ***

        W moim pokoju byùo okno.

        Siadywaùy na nim ptaki

        przed odlotem w daleką samotnoúã.

        Tu zostawiaùy swój úlad -

        potęýne uczucie tęsknoty.
         

        W moim dzieciństwie byù stóù.

        Do obiadu zasiadaù przy nim,

        pachnący ýytem

        i pulchny jak ziemia, chleb.
         

        W moim pokoju nie ma juý okna

        i nie ma juý nieba.

        Nad brzegiem zapomnienia

        wszystko zmalaùo, zmieúciùo się w jednym sùowie.
         

        By zrozumieã sens ýycia,

        uganiaùem się za motylami.

        Urosùem i nie zdąýyùem się zestarzeã,

        nie zdąýyùem wziąã w swoje ręce úwiata.


        ***

        Od czasu, gdy

        tu

        w moim pokoju

        zamieszkaùa samotnoúã,

        znienawidziùem go.
         

        Úniùem cudze wiersze,

        oszaùamiające sny,

        czekaùem

        na twoje i moje zmartwychwstanie.
         

        Szczęúcia byùo

        tu

        mniej więcej tyle,

        ile mieúci się

        w jednym ýyciu szeúciennym.
         

        Wyblakùy radoúci,

        odleciaùy

        ostatnie

        Cziurlionisowskie ptaki.
         

        1 M.K. Čiurlionis (1875-1911) - jeden z najwybitniejszych malarzy i muzyków litewskich.
         



        ***

        W pachnącym woskiem pokoju

        zasiedliúmy oboje -

        ja i úwieca.

        W czasie gdy tak czekaliúmy na siebie

        jak na cud,

        wschodziùy

        i zachodziùy sùowa.

        Stop

        ùez i wosku

        spadaù na piersi,

        na ręce,

        na ręce,

        na dawno juý utracony czas.


        ***

        na mocy prawa

        naleýysz do mnie

        ptaku

        moje troski

        pod twoim dachem

        w twoich wierzchoùkach fruwają

        moje ziemskie dąýenia

        jestem chory

        zwariowaùem

        sam nie wiem

        po jakie licho


        ***

        Zbliýa się ósma,

        jak wyrok,

        zmieszana ukùada ýycie,

        juý w úwiat zaprasza droga.

        Ze wszystkich wyjątków szukam wyjúcia.
         

        Choã tego nie chcę -

        poznaję rytm zegara

        i odgùos kroków.

        Zbliýa się ósma,

        dla pierwszych, moýe dla ostatnich.
         

        W ýyciu mojego ýycia.

        Powtarzam, ciągle powtarzam:

        czas nie jest waýny.


        ***

        Z okazji

        moich imienin

        dzień zaszedù

        w pokoju

        wieczór siedzi

        ze smutnym papierosem

        i jest mu szalenie wesoùo

        i jest mu niezmiernie smutno


        ***

        Na caùym úwiecie

        wszędzie

        jest mnie tak duýo

        ýe mógùbym wcale

        nie byã
         

        tyle jest odpowiedzi

        ýe na wieki moglibyúcie nigdy

        mnie nie pytaã
         

        i wszystko jest tak urządzone

        nawet pierwsza lepsza

        gnojówka

        jest trwalsza

        ode mnie

                    Alicja Rybaùko


        ***

        Na szali jesieni

        koùysze się szary wieczór

        i nie znajduje mnie

        a ja jestem

        w lustrze

        w twoich oczach

        rozgniewana chęã

        chrzci úmierã

        wùóczy się otępiaùy sen

        jest ranek

        piszę wiersz

        chcę zasnąã


        ***

        jeúlibym potùukù zegary

        wszystkie

        czy stanąùby czas

        jeúlibym podarù kalendarze

        wszystkie

        czy stanęùoby ýycie


        ***

        Budzę się w úrodku nocy -

        udaję ýyto,

        drzewo,

        chwast,

        sochę,

        pole...

        Bùagam -

        "nie siej we mnie...

        na pagórkach, na piaskach",

        bym nie zostaù sam

        bez miùoúci,

        bez ciebie,

        ZIEMIO.


        ***

        ja ze zwykùej

        wiejskiej gliny

        niczym spleúniaùe ziarno

        przyniósù mnie na pole

        rok szeúãdziesiąty pierwszy

        jak ostatni

        wiejski wyrostek

        deszczowy rok

        nie widziaùem sùońca

        ukrytego za obùokiem

        mùockarniowego kurzu

        szukaùem nieba

        i nie zdąrzyùem nacieszyã się dzieciństwem

        jak przez palce

        przeúlizgnąù się czas


        ***

        z drzewem

        z niebem

        z przyjacielem

        zbliýam się do czasu jarzębiny

        w iluzorycznym liúcie

        czekam

        na opieczętowaną rzeczywistoúã

        w rzeczywistoúci

        czytam list nie narodzonego

        syna

        jak zimno

        obok

        umarùej miùoúci


        ***

        Wyrwij mnie z ziemi

        z pól

        jak kosa koniczynę skoú mnie

        niby ùzę

        znad brzegów Niemna

        Z ziemi samotnej

        jak rzecz

        rzeczy

        twardej jak skaùa

        Przemień w siano

        przemień w sùowo

        przytul jak dzięcielinę

        jak Dzuka1

        Litwo Maironisa2!
         

        1 Dzuk - mieszkaniec pùd.-wsch. Litwy mówiący gwarą dzukską.

        2 Maironis - wù. J. Mačiulis (1862-1932) - jeden z najwybitniejszych poetów litewskich.


        ***

        Jeúli miaùbym więcej braci,

        jeúli miaùbym więcej sióstr,

        aý tak bardzo nie potrzebowaùbym ýyã.

        Ale mam tylko jednego brata -

        ýycie,

        tylko jedną siostrę -

        úmierã.

        Uúmiech zwiędùej koniczyny,

        bogobojne ýyto,

        26 zaoranych wiosen.

        Jesienne sùowa


        ***

        Buja się sùońce w czerwonej koùysce horyzontu.

        Poczerwianiaùymi polami

        zachodzi w przeszùoúã

        stara wieú litewska.
         

        W wieczystoúci i ciszy,

        do ojczystych brzóz,

        do sochy z lipowego pnia

        tuli się litewska ziemia.
         

        Zasypiają budynki,

        praczki, dziewiarki, krosna.

        Jakieý zapomnienie

        zgotowaùa im noc?


        IDIOTA?
         

        Nie budź mnie - ja jestem

        ciemna noc zimowa

        daje nam swój czas i przestrzeń

        częstuje mrozem i chùodem beznadziei
         

        Jestem

        chcę byã

        przytuliã się

        do ciebie

        sùowem i ýyciem


        ***

        W ýyciu

        widziaùem za duýo nieba

        (nie zza ýelaznych krat),

        a zamiast gwiazd -

        czerwone sztandary

        oddające honory

        krwi.
         

        Niebo zapùonęùo

        (nie od ognia),

        opuszczono czerwone sztandary

        na szczęúcie -

        jakieý krótkie jest ýycie.


        ***

        Jeýeli mnie wezwaùeú

        na ten úwiat

        jak się wzywa trzeciego

        gdzie się kocha dwoje

        Spójrz na mnie

        jak na czùowieka

        co ma na imię ýycie
         

                    Alicja Rybaùko


        ***

        Jeýeli drzewa

        beztrosko zrzucają ýóùte liúcie

        podobne do sùońca.

        Jeýeli spadają liúcie

        przemienione w pyù.

        Jak my

        nie nauczeni

        spadaã

        ni rozkùadaã się

        spotkamy jesień.
         

                    Sigitas Birgelis


        IMPERATYWY
         

        kosa nie powinna krzywdziã ýniwiarza

        poeta pisaã wierszy o ojczyźnie

        ýoùnierz nie powinien za wolnoúã umieraã

        spoúród umarùych do naszych serc powracaã
         

        w katedrze nie powinno byã sùów

        w barze na prospekcie Giedymina1

        ýebrak nie powinien wylizywaã talerzy

        zbieraã kopiejek i od niechcenia ýebraã
         

        poeci nie powinni mieã ýon

        księýa pisaã wierszy

        na úwiecie nie powinno byã brzydkich

        myúli uwodzicieli dziewczyn
         

        Vilnius 1992.06.01

        1 prospekt Giedymina - gùówna ulica w centrum Wilna


        MARTWA NATURA
         

        Cisza na polach

        i krzyk burzący spokój

        szkielet księýyca nocne ciemnoúci

        i woda zakorzeniona w studni
         

        ogród peùen jabùek

        przyciągania i pola magnetycznego

        na Zwierzyńcu1 naelektryzowany kot

        zwaúniony z prądem
         

        Vilnius 1992.06.01

        1 Zwierzyniec - dzielnica Wilna


        STRIPTIZ
         

        cisza

        w dyskotece

        cisza

        w samej bieliźnie

        cisza

        rozebrana do naga

        (poeta nigdy

        jej takiej nie widziaù)
         

        1992.06.02


        ÚWIT
         

        Cisza staùa się polem

        sùonecznym koùowrotkiem

        atrament

        staù się księýycem
         

        księýycowe ogrody

        zapachniaùy jabùkami

        rankami

        maksimowiczami1
         

        nie trzeba będzie

        kùaúã się

        i kochaã
         

        1992.06.02

        1 Maksimavičius - nazwisko litewskie


        ***

        Pieszy samolot

        idiota

        mignąù przez wrota stodoùy

        zegar z wieýy wyruszyù przez pole

        siekiera nad ziemią

        úciska ùapę czùowieka

        w podúwiadomoúci bije przez twarz

        przez twarz

        której nie ma...
         

                    Sigitas Birgelis


        WIECZÓR W OÝKINIAI
         

        Z wiadrem powraca wieczór

        nasycony mleczem i mlekiem

        lecz to zbyt piękne

        by mogùo byã nieprawdziwe
         
         

        oddech jesieni nad ùąką

        gdzie przestrzeń

        wciska się w  mgùę

        i bùądzi do domu
         

        gdzie pagórkowate koúcioùy i drzewa

        obstawione chodnikami

        chciaùem umrzeã abyú wróciùa

        (ze szpitala się nie powraca)
         

        1992.06.14

        Sigitas Birgelis
         



        STYPA
         

        oblizują ùapy pokrzywy

        umarùym

        ręka dziecka niczym pajęcza sieã

        nieýywy trup nie byù

        i nie moýe byã przyjacielem

        (nawet jeúli się nie ma przyjacióù)

        samoloty na wierzchoùkach drzew

        krzyk

        i cisza rodzącego się dziecka
         

        Sigitas Birgelis


        NA ROZKLEKOTANYM CZASIE
         

        oddech studni w drewnianej kùódce

        ze zwalonego spichlerza

        czarny kot drogę przebiega
         

        jak kobieta co niewinnie poczęùa

        sùońce niczym wisielec

        dla zjaw się jawi
         

        drewniana dziura w niebie

        czas

        w ósmym miesiącu ciąýy
         

        Ožkiniai 1992.06.13

                    Sigitas Birgelis


        MINOR
         

        czy jesteú pewien ýe ýyjesz

        cisza gùucha i niema

        czas ugniata się w wiecznoúã

        wiecznoúã powraca w nicoúã
         

        úwiatùoúã i ciemnoúã

        minorowe úwieczniki majorowe úwiece

        oczy wszystkiemu są winne

        czy jesteú pewien ýe ýyjesz
         

        1992.06.18

                    Sigitas Birgelis
         



        Apokalipsa


        ***

        Nocą, kiedy spacerujemy razem,

        kiedy wtapiamy się w ziemię

        rękami, sercem, pocaùunkiem,

        obok z szelestem przechadzają się

        pociemniaùe zmierzchem drzewa.
         

        1989.06.14
         



        ***

        Modlę się do drzewa

        modlę się do nieba

        i czekam na ciebie tak

        jakbym czekaù na wiecznoúã
         

        na tej ziemi

        trawie

        w twojej

        miùoúci
         

        1989.06.23
         


        ***

        tutaj

        nigdy

        cię na nic nie zamienię

        wierszu

        pachnący ziemią

        i zboýem

        tutaj niosę

        trawie zieleń

        i kosę dzierýę jak sùońce



        Niemi potomkowie


         

        ***

        Gùęboko w stawie odbija się twoja dusza.

        Idę strącony w przepastne gùębiny,

        znikając w umierającej dali

        jak pobrudzona twarz w czystej wodzie.
         

        Idę oparty o kolce róýy,

        póki nie wpadnie tu na chwilę czas topielców.

        Nie ma wieczoru - tylko noc i ciemnoúã,

        niczym się nie róýnią księýyc i miesiąc.
         

        Idę wdrapawszy się na cień drzewa,

        gdzie migoce úwiatùo księýyca.

        Dzieci nie wracają z cmentarzy

        i otwierają się wrota.
         

        Wątpię, czy pierú na wskroú otworzywszy

        zobaczysz jak upadają, kochają, wracają

        ci, co juý nigdy nie wrócą.

        Idę, zabieram ze sobą przestrzeń i czas.
         
         



        ***

        Chùodno w duszy. Odjechaùy wszystkie pociągi,

        a poùyskliwe szyny poprzecinaùy gùupie ýycie

        wzdùuý i wszerz.
         

        Moýe juý wówczas rozpoznaùeú mnie, przy semaforze

        powstrzymaùeú czas spieszący.

        Goniùem za motylami, w úlad za tajemnicą.
         

        Jednak rozlegù się dźwięk telefonu, tam na wieki

        zapùonęùo czerwone úwiatùo,

        gdzie pozostaùem - aby staã i czekaã.
         

        Zdaje się, nie kończy się nic, jedynie sùowa i kobiety

        początek przedùuýają.

        Ýycie jak spichlerz wyczerpali, obsiedli nieproszeni
         

        goúcie, przez okno wdarùy się komary i uýądliùy mnie

        wspomnienia.

        Jestem jak nie napisany list, szukam adresata.
         

        Dorota Czupkiewicz
         


        ***

        W ziemskim systemie, gdzie równi sobie źli i dobrzy

        niemego testamentu niemi spadkobiercy.
         

        Bóg umierając zostawiù miùoúã, a przecieý

        wciąý sùychaã strzaùy, zgieùk krzyýowych wojen.
         

        Jak nieustające obrzędy chrzeúcijan.

        Trzeba byùo bùagaã o miękki chleb powszedni,

        by serc nie stępiù.
         

        I rdzę namawiaã, by szybciej kruszyùa ýelazo...
         

        Nie byùo miejsc na úwiece, wypùywaù z oczu

        zastygając, jak samo zùo, z pokoleń na pokolenia.
         

        Nie byùo bardziej rozpaczliwych sùów niý odebrane ýycie,

        a ýadne ýycie nie mogùo usprawiedliwiã úmierci.
         

        Sprzedawano jeszcze spod lady Starego i Nowego

        Testamentu czcionkę,

        jeszcze pisano, ale nie tego pragnąù Odkupiciel.
         

        Dorota Czupkiewicz
         


        ***

        Raz na sto lat wypadùo im ýyã

        potem - rozkùadaùo się ýycie

        niczym kamienie na ýydowskich cmentarzach.
         

        Zastygli pod rynną,

        gdzie pada deszcz

        i kule spùywają krwią.
         

        Z bronią w ręku bùagali Ojczyznę,

        ýeby dla Litwy,

        ýeby wolni mogli umieraã.
         

        1992.05.26

                Sigitas Birgelis
         


        ***

        a kiedy przyszùo umrzeã

        albo ýyã

        z kocią twarzą

        niebo zasùoniù horyzont

        horyzont zasùoniù czùowiek

        widziaùem
         


        ***

        trawa

        nie umie

        kochaã

        cierpieã

        zarzynaã

        úwini

        powiedzieã

        wszystko

        skończone

        niczego

        nie ma
         
         



        ***

        Tak szybko mija czas, ýe ýyã nie nadąýam,

        jak dawno byùo wczoraj, jak blisko jutro,

        do lasów, do pociągów niegdyú szedùem, patrzyùem,

        na krótką chwilę odnalazùem siebie w innym pokoleniu.

        I nie wiem, co straciùem, co zyskaùem,

        w czasie, którego - zdaje się - wcale nie byùo.
         

        1989.08.16
         


        ***

        Chcę daã, daremnie.

        Miliony nienawistnych kolców, wùosów,

        biegunów.

        Gùos komunii. Gùos cierniowej korony.

        W sennym widzeniu ukrzyýowany mùodzieniec

        wyrzekù się boskoúci.

        Úpieszyliúmy pociągami ku wiecznoúci,

        peùni lęku, ýe wszystkie boskie stacje

        juý poza nami.
         
         



        ***

        Nie pragnij moich snów - ja nie mam do nich praw,

        jak i do rosy z rumianków, którą obmyùaú mi twarz.

        Na wiatr rzucone obietnice wypowiadane przez

        kochanków,

        przysięgi sùońcu, księýycowi - najbardziej w úwiecie

        kùamią.


        ***

        Na skrzyýowaniu ýóùty reflektor sùońca

        myúlaùem zdąýę przed wieczorem nocą

        przed ciemnoúcią
         

        obudzony twoimi ustami

        na pustyni bùagaùem o wodę

        przestrzeń i czas
         

        porzucony przez nieznanego Boga

        między czterema úcianami

        czernią i bielą
         

        zasnąùem z twoim uúmiechem

        na ustach

        którym nie dane byùo wypowiedzieã ýegnaj
         

        1990.08.23

                    Sigitas Birgelis
         


        ***

        Niczym skarcony i przeniesiony na drugą stronę

        Bóg -

        dwudziestowieczny poganin.
         

        Przed lustrem úmieszny dla siebie

        i úmieszny dla úwiata.
         

        W podwórkowych teatrach gwaùciciele sprzedawali

        swoje ofiary,

        wciąý powiększaùo się grono namaszczonych.

        Morskie odùamki rozbijaùy ùodzie lodowców,

        jeszcze skupowano ciaùa nieboszczyków.
         

        Zùodzieje i mordercy domagali się sprawiedliwoúci,

        raju zawieszonego nad lazurem morskim.

        Dusze potępionych w poúpiechu zbieraùy podpisy,

        gùosiùy referendum w sprawie niepodlegùoúci nieba.

        A ci, co pozostali i przewracali się z boku na bok,

        nie widzieli atomowych neonów.


        REZOLUCJA
         

        Odkroiã sobie póù wieku

        z nie napisanego

        podręcznika historii
         

        szukaã w archiwach

        czasu prawdy

        opùakiwaã zesùańców
         

        jadących w bydlęcych wagonach

        do końcowej stacji

        dwudziestego wieku
         

        1989.06.24
         


        WOLNOÚÃ
         

        Wiara kończy się tam,

        gdzie się zaczyna ýycie.

        Gdzie zaczyna się ýycie -

        zaczyna się rzeczywistoúã.
         

        A gdzie się zaczyna rzeczywistoúã -

        kończą się ideaùy.

        Gdzie zaczynają się ideaùy -

        zaczyna się wolnoúã -
         

        zaczynają się ograniczenia,

        wkracza rozsądek.

        A gdzie zaczyna się rozsądek -

        kończy się wolnoúã.
         


        ***

        Między czasem zapomnianym

        między oraczami,

        między tymi, co poszli

        w niepamięã

        pod ziemię,

        pod sosnę...

        Między czasem zùym

        i niebezpiecznym

        dziwnie się ukùadają nasze

        losy.

        Dlaczego -

        co skùóca nasze ýycie

        godzi úmierã.
         

        1992.01.21

                    Sigitas Birgelis
         


        Czarne wrony



        ***

        Odnajdziesz mnie

        w szpitalu

        jestem nieuleczalnie

        zdrowy

        ýyję

        w posiadaniu rzeczy

        nie spieszę z zaùoýeniem

        twarzy

                    Alicja Rybaùko
         


        ***

        w ciszy

        zrywają się czarne wrony

        i myúli

        jesteú -

        i mogę

        cię nienawidziã

        w ciemnoúci

        w nieprawdzie

        w niesprawiedliwoúci
         


        ***

        Ýyùem w twoich zabawkach

        szkoda

        niezmiernie krótko

        trwaùo twoje dzieciństwo

        Nie mów mi tego

        nie gniewaj się

        ýe nie urosùem

        samodzielny jak pioùun
         

        Sigitas Birgelis
         


        ***

        trawa

        zdeptaùa mnie

        i kazaùa

        napluã w twarz

        w pudeùku zapaùek

        dla kaprysu pùomienia

        przy drodze między twoją

        moją twarzą
         

        1991.08.17
         



        Między brzegami


         

        WIATR ZE WSCHODU
         

        Dziú juý nie zasnę.

        Úni mi się pole.

        Budzi mnie

        zapach siana.
         

        I tak chce się oddychaã,

        oddychaã nadniemeńskim brzegiem,

        tak się chce widzieã

        to -

        co niewidoczne.
         

        Z dala od ùąk

        moje ręce.

        Z dala od Niemna

        zakwitùa koniczyna.
         

        Ze wschodu wieje wiatr, ze wschodu

        pùynie zýęte pole ýyta

        w poszukiwaniu chleba.
         

        Na dnie liczyùeú

        zielone ùąki,

        zesùane kwiaty i ludzi

        z dala od ojczyzny.
         

        Z dala od ojczyzny

        dzieci liczyùy

        z chmurami krople deszczu

        i úniù im się Niemen.


        ***

        Wszyscy nauczyciele matematyki,

        dlaczegoúcie mnie nie nauczyli,

        ýe zaprawdę zaprawdę nad wszystko

        nie godzi się dzieliã Ojczyzny.
         
         

        Wszak byùem porządny, posùuszny,

        umiaùem teý wierzyã naiwnie,

        dlaczego nikt nie powiedziaù mi wcale,

        ýe tonieją trójkąty od Ojczyzny odcięte.
         
         

        Jak mam mówiã, w jakim języku czy mowie,

        ýeby serce mi pierú rozerwaùo,

        komu wierzyã, komu się podlizywaã posùusznie,

        ýebym ciebie nie zdradziù Ojczyzno.
         

        1990.05.19

        Alicja Rybaùko
         


        ZMARTWYCHWSTANIE
         

        Na pustyni woùa úmierã Jezusa Chrystusa

        i zmartwychwstanie trzeciego dnia i trzeciej nocy

        dla zabùąkanych z tego úwiata,

        dla zapomnianych po raz trzeci.
         

        Nadszedù czas postnego chleba,

        wielkanocny baranek przeznaczony na úmierã.

        Na rozstajach zmartwychwstanie i męka,

        na rozstajach zmartwychwstanie i úmierã.
         

        Jeýeli miùoúã, niczym ostatnią wieczerzę, zostawiù,

        jeýeli od gùodu i úmierci nas chroniù,

        powiedz, kto przeszùoúã i przyszùoúã rozjątrzyù,

        kto znak niewolnika na czole poùoýyù.

        Dlaczego cierpi ojczyzna ukrzyýowana,

        powiedz, czym zawiniùa Litwa?

        Dlaczego godzina zmartwychwstania

        wciąý za kratami zamknięta.
         

        Na pustyni woùa úmierã Jezusa Chrystusa

        i zmartwychwstanie trzeciego dnia i trzeciej nocy

        dla zapomnianych z tego úwiata,

        dla zdradzonych po raz trzeci.
         

        1990.02.21

        Sigitas Birgelis
         


        ***

        Noc napeùniùa goryczą

        naczynia lasów i pól

        pustka trwaùa

        aý do rana
         

        úwit pochùonąù noc

        zbudziù się naród

        i jak dziecko zapragnąù

        ýyã
         

        Marcin Niemojewski
         


        WIGILIJNY CHRYSTUS
         

        Rodzi się Chrystus Odkupiciel,

        przerzedzają się ciemnoúci,

        zmienia swe wyroki los,

        na póùnocy wieje wiatr wolnoúci.
         

        Oto Litwa odrodzona

        dajnami1 uwieńczona,

        w obcym kraju umęczona,

        w wierszach opiewana.
         

        Wraca Litwa Brazdýionisa2,

        jak gwiazda, co drogę znaczy.

        Wraca Litwa Maironisa3

        i zakwita w cieniu nocy.
         

        Powraca.

        O, Boýe miùy, -

        jak my, co zawsze tu byliúmy

        do domu powrócimy?
         

        1 dajny - litewskie pieúni ludowe.

        2 B. Brazdžionis (ur. 1907) - jeden z najpopularniejszych emigracyjnych poetów litewskich.

        3 Maironis - wù. J. Mačiulis (1862-1932) - jeden z najwybitniejszych poetów litewskich.
         


        ***

        W pierwszym napotkanym bùawatku

        odnalazùem

        twój bùękitny uúmiech.
         

        W pierwszej napotkanej trawie

        szukaùem

        twego zwinnego úmiechu.
         

        Pomiędzy brzegami

        wiele razy przeszedùem

        wszystkie twoje kroki.
         

        Jestem milczeniem wody.

        Ty - ciszą nad rzeką sùów.

        Dokoùa tylko mosty,

        mosty,

        mosty.
         

        Tutaj cię straciùem.

        A tu - szukaùem.

        W pierwszym napotkanym bùawatku

        odnalazùem twój bùękitny uúmiech.
         

        Alicja Rybaùko
         
         


        ***

        Boję się

        ýe pomylę cię z mleczem

        jesteú taka podobna

        do jego ýycia

        boję się

        ýe pomylę cię z Bogiem

        mieszkasz

        tak blisko frasobliwych úwiątków
         

        Alicja Rybaùko
         
         


        ***

        I znów dùugie lata

        gùodowaù za nas

        Chrystus

        Padaùo

        od samego początku

        lecz woda staùa się winem

        wino nabraùo cierpkiego smaku

        wiecznoúci

        Modliliúmy się

        za to

        ýe moýemy się modliã
         

        1989.07.23
         
         


        ***

        Oddaù ýycie Chrystus

        tam, gdzie wczeúnie

        wstaù úwit.

        Pozostaù tylko czas

        rozdwojony,

        pozostaù tylko czas

        nieýywy.

        Ojczyzna

        zmartwychwstaùa.
         
         


        ***

        I znów powraca Litwa

        z wygnańców zimnych krain

        jak biaùa panna mùoda

        na wzorze lnianym
         

        Powraca Litwa z zapomnienia

        ze swoich przodków mogiù

        z melodią syberyjskiej pieúni

        jak dzień gdy sùońce wschodzi
         

        1989.08.18

        Marcin Niemojewski
         


        DO MIESZKAŃCÓW LITWY
         

        Dzisiaj kruki krąýą

        nad moją maùą ojczyzną.

        Wrogowie mordują, groýą,

        w strachu przed wolną Litwą.
         

        Dziú na ulice czoùgi wyjechaùy,

        by wolnoúci wydrapaã oczy.

        Zbudźmy tych, co ongiú zwycięýali,

        niech kaýdy swe serce na oúcieý otworzy.
         

        Tym, co ojczyznę umiùowali

        i kroczyli woùając: wolnoúã.

        Tym, co się jej nie doczekali,

        na póù podzieliwszy wiecznoúã.
         

        Punskas 1991.01.13
         
         


        ***

        Przez szparę w horyzoncie

        sączy się dzień.

        Na ustach

        muúnięcie sùońca,

        pocaùunek ziemi.
         

        Przez otwarte drzwi

        rozpùywa się po caùym domu.
         

        Co będzie, gdy wygna cię

        z ust,

        z pocaùunków

        najpierwszej miùoúci.
         

        Gdy kaýe oddaã siebie

        podzielonego -

        podzielonej

        Ojczyźnie.
         
         


        ***

        Kiedy biorę cię do rąk

        jak gontowy gwóźdź

        albo jak piùę

        i chcę naprawiã

        úwiat
         

        ze sùonecznej sonaty

        z REX Cziurlionisa

        z zapachu Niemna

        wiem -

        nasze królestwo nie stąd

        litewskie sùowo
         

        Alicja Rybaùko
         
         


        LITEWSCY OCHOTNICY
         

        Litewscy ochotnicy

        ci z najdzielniejszych -

        najdzielniejszymi byli ýoùnierzami

        i ci z najlepszych -

        najlepszymi byli oraczami.
         

        Ich domy -

        w ziemi wyryte okopy.

        Ich imię -

        litewscy ochotnicy.
         

        Marcin Niemojewski


        ***

        Tyle czasu idę do ciebie

        Litwo

        przez zaorane nie istniejące mosty
         

        Tyle czasu ukrywam w sobie

        ciebie - ojczyzno

        przed gùuchym i ùotrem
         

        Tyle czasu cierpię

        bez ciebie

        niewinnie wygnany ze úwiata miùoúci
         

        Tyle czasu powracam

        do domu

        drogą wiodącą donikąd
         

        Sigitas Birgelis
         
         


        ***

        Na obcej ziemi nie przyjmują się

        przesadzone sny

        w snach ojczyste drzewa

        w drzewach zapomnienie

        w zapomnieniu czas
         

        Czas burzy nadzieje

        Litwę

        z angielską ziemią

        Litwę

        z angielskim niebem
         
         


        NIEPRAWDA
         

        Nie zabijajcie ciszy

        szeptami

        o miùoúci

        Zmartwychwstanie

        nie istnieje
         

        Alicja Rybaùko