***
Z dala od ciebie
od siebie
z dala od wszystkiego
Zagubieni
między pragnieniem dotyku
i odtrącenia
Ogrzewamy się jeszcze
ciepùem lodowatych
pocaùunków
Próbujemy jeszcze
przywróciã
czas
***
úpisz koùo mnie
smutna i obojętna
spoglądasz w jesień
pragnę cię otuliã dobrocią
jak narcyza ochroniã
przed jesiennym przymrozkiem
úpisz koùo mnie
czuùa i wyrozumiaùa
nieúwiadoma mojej bliskoúci
***
Jestem trawą.
Potrzebuję cię
jak azotu.
Wiem, ýe z tęsknoty
poýóùkùy
dni,
ale skąd miaùem wiedzieã,
ýe juý zwiędùy.
Skąd miaùem wiedzieã,
ýe nie ma cię wúród pól,
ýe jak miùoúã krucha
przekwitùaú.
***
tak wczeúnie nadszedù úwit
juý nigdy więcej
nie przyjdzie przyjaciel ni kochanek
zimny byù dzień
gdy braùem cię za ýonę
i oczy patrzyùy w szare niespokojne niebo
poczerwieniaùa sól
na strychu mej duszy
ukryùo się dziecko
tego dnia gdy ciebie ujrzaùem
wszystkie drogi wiodùy do koúcioùa
i ýadna do nieba
***
Przychodziùem do ciebie,
gdy úwitaùa noc,
zawsze po raz ostatni.
Twoje okno
wciąý patrzyùo tam,
gdzie za jeziorem
zachodzi sùońce.
I nigdy
mnie nie widziaùo
ani przychodzącego,
ani odchodzącego.
Chcę, lecz nie wiem,
jak wejúã do twojego domu
bez pukania do twej obojętnoúci.
Noce przeminą
***
A gdy oddzieliùem ciebie
i twoje listy,
deszcz uraczyù nas jesienią,
stóù pokryùy únieýynki.
Przez jezioro,
po grudach ziemi,
powalony wracaùem do domu.
Wyúmiaùo mnie dno jeziora,
zhańbiùa odwilý,
wiosną
szedùem do domu po lodzie.
***
Szukając -
nie znalazùem,
czekając -
nie doczekaùem się ciebie.
Nie doczekaùem się
czasu spadania,
czasu miùoúci.
Po tamtej stronie czekania.
Po tamtej stronie czekania.
***
od zapachu cebuli
uczyùem się
upajająco caùowaã
od ciebie
obùudnie pùakaã
i nic nie wiedzieã
***
Szukaùem cię aý do rana,
do domu wróciùem pachnąc polem
i jakieú kwiaty przyniosùem,
nie nasze ukochane.
Jak gdyby nic wróciùem,
przykryty innym czasem.
W milczeniu szaty darùem
i lepszym staã się chciaùem.
A chciaùem cię zaprosiã do wielkiej radzieckiej ùaźni
i podarowaã w dniu imienin
ýal niezmierny wywoùujący rozwolnienie.
Lecz gwiazda, pod którą sierp i mùot, przygasùa
a woda staùa się zielona w Niemnie.
Potem samotnie w barze szaszùyk jadùem
zielonym popijając winem,
i przez mgùę widziaùem - dziewiczego wianka
dotykaù czùowiek w fartuchu biaùym.
W innym juý barze, czy teý w innym úwiecie
kobiety zawstydzone rozbieraùy się do naga.
Myúlaùem - to jest to,
Myúlaùem - raj to wùaúnie.
Lecz przyszùo jeszcze raz przeýywaã
ýycie.
Dorota Czupkiewicz
***
powiedz królowo mych myúli
gdzie kończą się twoje wùoúci
gdzie mieúci się woùanie serca
co w úmierci znika ciemnoúci
dlaczego poýądam sùów niepewnoúci
które okrutnie przy drodze porzucono
dlaczego dla nas jest wiecznie za wczeúnie
i zawsze zbyt późno
***
Chcę się zanurzyã we wszystkim,
gdzie jesteú Ty -
cierpiąca,
rozumiejąca wszystko co dobre.
Tak chcę byú byùa szczęúliwa -
twoje szczęúcie jest moim.
Tak chcę byú byùa silna -
moją jest twoja siùa.
Gdy jesteú daleko,
pustoszeje mój úwiat.
Mój úwiat jest gùuchy,
gdy woùaniem cię nie dosięgam.
Wierzę, ýe noc przeminie,
ýe dzień się rozpromieni,
wszystko jak nigdy dotąd
znów w nigdy się zamieni.
1991.12.04
Marcin Niemojewski
AUTOBIOGRAFIA
Szukam swego imienia i nic nie pamiętam.
Między przeszùoúcią, zorzą i ciemnoúcią,
gdzie wstają ludzie i nikt się nie budzi,
nie czeka na spokój, úwiatùoúã i
pokój.
Nie wiem, kiedy się urodziùem, bo dane mi byùo
w ýyciu rodziã się wiele razy -
kaýdej wiosny razem z trawą,
razem z dniem kaýdego ranka.
Sigitas Birgelis
***
W moim pokoju byùo okno.
Siadywaùy na nim ptaki
przed odlotem w daleką samotnoúã.
Tu zostawiaùy swój úlad -
potęýne uczucie tęsknoty.
W moim dzieciństwie byù stóù.
Do obiadu zasiadaù przy nim,
pachnący ýytem
i pulchny jak ziemia, chleb.
W moim pokoju nie ma juý okna
i nie ma juý nieba.
Nad brzegiem zapomnienia
wszystko zmalaùo, zmieúciùo się w jednym
sùowie.
By zrozumieã sens ýycia,
uganiaùem się za motylami.
Urosùem i nie zdąýyùem się zestarzeã,
nie zdąýyùem wziąã w swoje ręce úwiata.
***
Od czasu, gdy
tu
w moim pokoju
zamieszkaùa samotnoúã,
znienawidziùem go.
Úniùem cudze wiersze,
oszaùamiające sny,
czekaùem
na twoje i moje zmartwychwstanie.
Szczęúcia byùo
tu
mniej więcej tyle,
ile mieúci się
w jednym ýyciu szeúciennym.
Wyblakùy radoúci,
odleciaùy
ostatnie
Cziurlionisowskie ptaki.
1 M.K. Čiurlionis (1875-1911) - jeden z najwybitniejszych
malarzy i muzyków litewskich.
W pachnącym woskiem pokoju
zasiedliúmy oboje -
ja i úwieca.
W czasie gdy tak czekaliúmy na siebie
jak na cud,
wschodziùy
i zachodziùy sùowa.
Stop
ùez i wosku
spadaù na piersi,
na ręce,
na ręce,
na dawno juý utracony czas.
***
na mocy prawa
naleýysz do mnie
ptaku
moje troski
pod twoim dachem
w twoich wierzchoùkach fruwają
moje ziemskie dąýenia
jestem chory
zwariowaùem
sam nie wiem
po jakie licho
***
Zbliýa się ósma,
jak wyrok,
zmieszana ukùada ýycie,
juý w úwiat zaprasza droga.
Ze wszystkich wyjątków szukam wyjúcia.
Choã tego nie chcę -
poznaję rytm zegara
i odgùos kroków.
Zbliýa się ósma,
dla pierwszych, moýe dla ostatnich.
W ýyciu mojego ýycia.
Powtarzam, ciągle powtarzam:
czas nie jest waýny.
***
Z okazji
moich imienin
dzień zaszedù
w pokoju
wieczór siedzi
ze smutnym papierosem
i jest mu szalenie wesoùo
i jest mu niezmiernie smutno
***
Na caùym úwiecie
wszędzie
jest mnie tak duýo
ýe mógùbym wcale
nie byã
tyle jest odpowiedzi
ýe na wieki moglibyúcie nigdy
mnie nie pytaã
i wszystko jest tak urządzone
nawet pierwsza lepsza
gnojówka
jest trwalsza
ode mnie
Alicja Rybaùko
***
Na szali jesieni
koùysze się szary wieczór
i nie znajduje mnie
a ja jestem
w lustrze
w twoich oczach
rozgniewana chęã
chrzci úmierã
wùóczy się otępiaùy sen
jest ranek
piszę wiersz
chcę zasnąã
***
jeúlibym potùukù zegary
wszystkie
czy stanąùby czas
jeúlibym podarù kalendarze
wszystkie
czy stanęùoby ýycie
***
Budzę się w úrodku nocy -
udaję ýyto,
drzewo,
chwast,
sochę,
pole...
Bùagam -
"nie siej we mnie...
na pagórkach, na piaskach",
bym nie zostaù sam
bez miùoúci,
bez ciebie,
ZIEMIO.
***
ja ze zwykùej
wiejskiej gliny
niczym spleúniaùe ziarno
przyniósù mnie na pole
rok szeúãdziesiąty pierwszy
jak ostatni
wiejski wyrostek
deszczowy rok
nie widziaùem sùońca
ukrytego za obùokiem
mùockarniowego kurzu
szukaùem nieba
i nie zdąrzyùem nacieszyã się dzieciństwem
jak przez palce
przeúlizgnąù się czas
***
z drzewem
z niebem
z przyjacielem
zbliýam się do czasu jarzębiny
w iluzorycznym liúcie
czekam
na opieczętowaną rzeczywistoúã
w rzeczywistoúci
czytam list nie narodzonego
syna
jak zimno
obok
umarùej miùoúci
***
Wyrwij mnie z ziemi
z pól
jak kosa koniczynę skoú mnie
niby ùzę
znad brzegów Niemna
Z ziemi samotnej
jak rzecz
rzeczy
twardej jak skaùa
Przemień w siano
przemień w sùowo
przytul jak dzięcielinę
jak Dzuka1
Litwo Maironisa2!
1 Dzuk - mieszkaniec pùd.-wsch. Litwy mówiący gwarą dzukską.
2 Maironis - wù. J. Mačiulis (1862-1932) - jeden z najwybitniejszych poetów litewskich.
***
Jeúli miaùbym więcej braci,
jeúli miaùbym więcej sióstr,
aý tak bardzo nie potrzebowaùbym ýyã.
Ale mam tylko jednego brata -
ýycie,
tylko jedną siostrę -
úmierã.
Uúmiech zwiędùej koniczyny,
bogobojne ýyto,
26 zaoranych wiosen.
Jesienne sùowa
***
Buja się sùońce w czerwonej koùysce horyzontu.
Poczerwianiaùymi polami
zachodzi w przeszùoúã
stara wieú litewska.
W wieczystoúci i ciszy,
do ojczystych brzóz,
do sochy z lipowego pnia
tuli się litewska ziemia.
Zasypiają budynki,
praczki, dziewiarki, krosna.
Jakieý zapomnienie
zgotowaùa im noc?
IDIOTA?
Nie budź mnie - ja jestem
ciemna noc zimowa
daje nam swój czas i przestrzeń
częstuje mrozem i chùodem beznadziei
Jestem
chcę byã
przytuliã się
do ciebie
sùowem i ýyciem
***
W ýyciu
widziaùem za duýo nieba
(nie zza ýelaznych krat),
a zamiast gwiazd -
czerwone sztandary
oddające honory
krwi.
Niebo zapùonęùo
(nie od ognia),
opuszczono czerwone sztandary
na szczęúcie -
jakieý krótkie jest ýycie.
***
Jeýeli mnie wezwaùeú
na ten úwiat
jak się wzywa trzeciego
gdzie się kocha dwoje
Spójrz na mnie
jak na czùowieka
co ma na imię ýycie
Alicja Rybaùko
***
Jeýeli drzewa
beztrosko zrzucają ýóùte liúcie
podobne do sùońca.
Jeýeli spadają liúcie
przemienione w pyù.
Jak my
nie nauczeni
spadaã
ni rozkùadaã się
spotkamy jesień.
Sigitas Birgelis
IMPERATYWY
kosa nie powinna krzywdziã ýniwiarza
poeta pisaã wierszy o ojczyźnie
ýoùnierz nie powinien za wolnoúã umieraã
spoúród umarùych do naszych serc powracaã
w katedrze nie powinno byã sùów
w barze na prospekcie Giedymina1
ýebrak nie powinien wylizywaã talerzy
zbieraã kopiejek i od niechcenia ýebraã
poeci nie powinni mieã ýon
księýa pisaã wierszy
na úwiecie nie powinno byã brzydkich
myúli uwodzicieli dziewczyn
Vilnius 1992.06.01
1 prospekt Giedymina - gùówna ulica w centrum Wilna
MARTWA NATURA
Cisza na polach
i krzyk burzący spokój
szkielet księýyca nocne ciemnoúci
i woda zakorzeniona w studni
ogród peùen jabùek
przyciągania i pola magnetycznego
na Zwierzyńcu1 naelektryzowany kot
zwaúniony z prądem
Vilnius 1992.06.01
1 Zwierzyniec - dzielnica Wilna
STRIPTIZ
cisza
w dyskotece
cisza
w samej bieliźnie
cisza
rozebrana do naga
(poeta nigdy
jej takiej nie widziaù)
1992.06.02
ÚWIT
Cisza staùa się polem
sùonecznym koùowrotkiem
atrament
staù się księýycem
księýycowe ogrody
zapachniaùy jabùkami
rankami
maksimowiczami1
nie trzeba będzie
kùaúã się
i kochaã
1992.06.02
1 Maksimavičius - nazwisko litewskie
***
Pieszy samolot
idiota
mignąù przez wrota stodoùy
zegar z wieýy wyruszyù przez pole
siekiera nad ziemią
úciska ùapę czùowieka
w podúwiadomoúci bije przez twarz
przez twarz
której nie ma...
Sigitas Birgelis
WIECZÓR W OÝKINIAI
Z wiadrem powraca wieczór
nasycony mleczem i mlekiem
lecz to zbyt piękne
by mogùo byã nieprawdziwe
oddech jesieni nad ùąką
gdzie przestrzeń
wciska się w mgùę
i bùądzi do domu
gdzie pagórkowate koúcioùy i drzewa
obstawione chodnikami
chciaùem umrzeã abyú wróciùa
(ze szpitala się nie powraca)
1992.06.14
Sigitas Birgelis
oblizują ùapy pokrzywy
umarùym
ręka dziecka niczym pajęcza sieã
nieýywy trup nie byù
i nie moýe byã przyjacielem
(nawet jeúli się nie ma przyjacióù)
samoloty na wierzchoùkach drzew
krzyk
i cisza rodzącego się dziecka
Sigitas Birgelis
NA ROZKLEKOTANYM CZASIE
oddech studni w drewnianej kùódce
ze zwalonego spichlerza
czarny kot drogę przebiega
jak kobieta co niewinnie poczęùa
sùońce niczym wisielec
dla zjaw się jawi
drewniana dziura w niebie
czas
w ósmym miesiącu ciąýy
Ožkiniai 1992.06.13
Sigitas Birgelis
MINOR
czy jesteú pewien ýe ýyjesz
cisza gùucha i niema
czas ugniata się w wiecznoúã
wiecznoúã powraca w nicoúã
úwiatùoúã i ciemnoúã
minorowe úwieczniki majorowe úwiece
oczy wszystkiemu są winne
czy jesteú pewien ýe ýyjesz
1992.06.18
Sigitas Birgelis
Nocą, kiedy spacerujemy razem,
kiedy wtapiamy się w ziemię
rękami, sercem, pocaùunkiem,
obok z szelestem przechadzają się
pociemniaùe zmierzchem drzewa.
1989.06.14
Modlę się do drzewa
modlę się do nieba
i czekam na ciebie tak
jakbym czekaù na wiecznoúã
na tej ziemi
trawie
w twojej
miùoúci
1989.06.23
***
tutaj
nigdy
cię na nic nie zamienię
wierszu
pachnący ziemią
i zboýem
tutaj niosę
trawie zieleń
i kosę dzierýę jak sùońce
***
Gùęboko w stawie odbija się twoja dusza.
Idę strącony w przepastne gùębiny,
znikając w umierającej dali
jak pobrudzona twarz w czystej wodzie.
Idę oparty o kolce róýy,
póki nie wpadnie tu na chwilę czas topielców.
Nie ma wieczoru - tylko noc i ciemnoúã,
niczym się nie róýnią księýyc
i miesiąc.
Idę wdrapawszy się na cień drzewa,
gdzie migoce úwiatùo księýyca.
Dzieci nie wracają z cmentarzy
i otwierają się wrota.
Wątpię, czy pierú na wskroú otworzywszy
zobaczysz jak upadają, kochają, wracają
ci, co juý nigdy nie wrócą.
Idę, zabieram ze sobą przestrzeń i czas.
Chùodno w duszy. Odjechaùy wszystkie pociągi,
a poùyskliwe szyny poprzecinaùy gùupie ýycie
wzdùuý i wszerz.
Moýe juý wówczas rozpoznaùeú mnie, przy semaforze
powstrzymaùeú czas spieszący.
Goniùem za motylami, w úlad za tajemnicą.
Jednak rozlegù się dźwięk telefonu, tam na wieki
zapùonęùo czerwone úwiatùo,
gdzie pozostaùem - aby staã i czekaã.
Zdaje się, nie kończy się nic, jedynie sùowa i kobiety
początek przedùuýają.
Ýycie jak spichlerz wyczerpali, obsiedli nieproszeni
goúcie, przez okno wdarùy się komary i uýądliùy mnie
wspomnienia.
Jestem jak nie napisany list, szukam adresata.
Dorota Czupkiewicz
***
W ziemskim systemie, gdzie równi sobie źli i dobrzy
niemego testamentu niemi spadkobiercy.
Bóg umierając zostawiù miùoúã, a przecieý
wciąý sùychaã strzaùy, zgieùk
krzyýowych wojen.
Jak nieustające obrzędy chrzeúcijan.
Trzeba byùo bùagaã o miękki chleb powszedni,
by serc nie stępiù.
I rdzę namawiaã, by szybciej kruszyùa ýelazo...
Nie byùo miejsc na úwiece, wypùywaù z oczu
zastygając, jak samo zùo, z pokoleń na pokolenia.
Nie byùo bardziej rozpaczliwych sùów niý odebrane ýycie,
a ýadne ýycie nie mogùo usprawiedliwiã úmierci.
Sprzedawano jeszcze spod lady Starego i Nowego
Testamentu czcionkę,
jeszcze pisano, ale nie tego pragnąù Odkupiciel.
Dorota Czupkiewicz
***
Raz na sto lat wypadùo im ýyã
potem - rozkùadaùo się ýycie
niczym kamienie na ýydowskich cmentarzach.
Zastygli pod rynną,
gdzie pada deszcz
i kule spùywają krwią.
Z bronią w ręku bùagali Ojczyznę,
ýeby dla Litwy,
ýeby wolni mogli umieraã.
1992.05.26
Sigitas Birgelis
***
a kiedy przyszùo umrzeã
albo ýyã
z kocią twarzą
niebo zasùoniù horyzont
horyzont zasùoniù czùowiek
widziaùem
***
trawa
nie umie
kochaã
cierpieã
zarzynaã
úwini
powiedzieã
wszystko
skończone
niczego
nie ma
Tak szybko mija czas, ýe ýyã nie nadąýam,
jak dawno byùo wczoraj, jak blisko jutro,
do lasów, do pociągów niegdyú szedùem, patrzyùem,
na krótką chwilę odnalazùem siebie w innym pokoleniu.
I nie wiem, co straciùem, co zyskaùem,
w czasie, którego - zdaje się - wcale nie byùo.
1989.08.16
***
Chcę daã, daremnie.
Miliony nienawistnych kolców, wùosów,
biegunów.
Gùos komunii. Gùos cierniowej korony.
W sennym widzeniu ukrzyýowany mùodzieniec
wyrzekù się boskoúci.
Úpieszyliúmy pociągami ku wiecznoúci,
peùni lęku, ýe wszystkie boskie stacje
juý poza nami.
Nie pragnij moich snów - ja nie mam do nich praw,
jak i do rosy z rumianków, którą obmyùaú mi twarz.
Na wiatr rzucone obietnice wypowiadane przez
kochanków,
przysięgi sùońcu, księýycowi - najbardziej w úwiecie
kùamią.
***
Na skrzyýowaniu ýóùty reflektor sùońca
myúlaùem zdąýę przed wieczorem nocą
przed ciemnoúcią
obudzony twoimi ustami
na pustyni bùagaùem o wodę
przestrzeń i czas
porzucony przez nieznanego Boga
między czterema úcianami
czernią i bielą
zasnąùem z twoim uúmiechem
na ustach
którym nie dane byùo wypowiedzieã ýegnaj
1990.08.23
Sigitas Birgelis
***
Niczym skarcony i przeniesiony na drugą stronę
Bóg -
dwudziestowieczny poganin.
Przed lustrem úmieszny dla siebie
i úmieszny dla úwiata.
W podwórkowych teatrach gwaùciciele sprzedawali
swoje ofiary,
wciąý powiększaùo się grono namaszczonych.
Morskie odùamki rozbijaùy ùodzie lodowców,
jeszcze skupowano ciaùa nieboszczyków.
Zùodzieje i mordercy domagali się sprawiedliwoúci,
raju zawieszonego nad lazurem morskim.
Dusze potępionych w poúpiechu zbieraùy podpisy,
gùosiùy referendum w sprawie niepodlegùoúci nieba.
A ci, co pozostali i przewracali się z boku na bok,
nie widzieli atomowych neonów.
REZOLUCJA
Odkroiã sobie póù wieku
z nie napisanego
podręcznika historii
szukaã w archiwach
czasu prawdy
opùakiwaã zesùańców
jadących w bydlęcych wagonach
do końcowej stacji
dwudziestego wieku
1989.06.24
WOLNOÚÃ
Wiara kończy się tam,
gdzie się zaczyna ýycie.
Gdzie zaczyna się ýycie -
zaczyna się rzeczywistoúã.
A gdzie się zaczyna rzeczywistoúã -
kończą się ideaùy.
Gdzie zaczynają się ideaùy -
zaczyna się wolnoúã -
zaczynają się ograniczenia,
wkracza rozsądek.
A gdzie zaczyna się rozsądek -
kończy się wolnoúã.
***
Między czasem zapomnianym
między oraczami,
między tymi, co poszli
w niepamięã
pod ziemię,
pod sosnę...
Między czasem zùym
i niebezpiecznym
dziwnie się ukùadają nasze
losy.
Dlaczego -
co skùóca nasze ýycie
godzi úmierã.
1992.01.21
Sigitas Birgelis
Czarne wrony
Odnajdziesz mnie
w szpitalu
jestem nieuleczalnie
zdrowy
ýyję
w posiadaniu rzeczy
nie spieszę z zaùoýeniem
twarzy
Alicja Rybaùko
***
w ciszy
zrywają się czarne wrony
i myúli
jesteú -
i mogę
cię nienawidziã
w ciemnoúci
w nieprawdzie
w niesprawiedliwoúci
***
Ýyùem w twoich zabawkach
szkoda
niezmiernie krótko
trwaùo twoje dzieciństwo
Nie mów mi tego
nie gniewaj się
ýe nie urosùem
samodzielny jak pioùun
Sigitas Birgelis
***
trawa
zdeptaùa mnie
i kazaùa
napluã w twarz
w pudeùku zapaùek
dla kaprysu pùomienia
przy drodze między twoją
moją twarzą
1991.08.17
WIATR ZE WSCHODU
Dziú juý nie zasnę.
Úni mi się pole.
Budzi mnie
zapach siana.
I tak chce się oddychaã,
oddychaã nadniemeńskim brzegiem,
tak się chce widzieã
to -
co niewidoczne.
Z dala od ùąk
moje ręce.
Z dala od Niemna
zakwitùa koniczyna.
Ze wschodu wieje wiatr, ze wschodu
pùynie zýęte pole ýyta
w poszukiwaniu chleba.
Na dnie liczyùeú
zielone ùąki,
zesùane kwiaty i ludzi
z dala od ojczyzny.
Z dala od ojczyzny
dzieci liczyùy
z chmurami krople deszczu
i úniù im się Niemen.
***
Wszyscy nauczyciele matematyki,
dlaczegoúcie mnie nie nauczyli,
ýe zaprawdę zaprawdę nad wszystko
nie godzi się dzieliã Ojczyzny.
Wszak byùem porządny, posùuszny,
umiaùem teý wierzyã naiwnie,
dlaczego nikt nie powiedziaù mi wcale,
ýe tonieją trójkąty od Ojczyzny odcięte.
Jak mam mówiã, w jakim języku czy mowie,
ýeby serce mi pierú rozerwaùo,
komu wierzyã, komu się podlizywaã posùusznie,
ýebym ciebie nie zdradziù Ojczyzno.
1990.05.19
Alicja Rybaùko
ZMARTWYCHWSTANIE
Na pustyni woùa úmierã Jezusa Chrystusa
i zmartwychwstanie trzeciego dnia i trzeciej nocy
dla zabùąkanych z tego úwiata,
dla zapomnianych po raz trzeci.
Nadszedù czas postnego chleba,
wielkanocny baranek przeznaczony na úmierã.
Na rozstajach zmartwychwstanie i męka,
na rozstajach zmartwychwstanie i úmierã.
Jeýeli miùoúã, niczym ostatnią wieczerzę, zostawiù,
jeýeli od gùodu i úmierci nas chroniù,
powiedz, kto przeszùoúã i przyszùoúã rozjątrzyù,
kto znak niewolnika na czole poùoýyù.
Dlaczego cierpi ojczyzna ukrzyýowana,
powiedz, czym zawiniùa Litwa?
Dlaczego godzina zmartwychwstania
wciąý za kratami zamknięta.
Na pustyni woùa úmierã Jezusa Chrystusa
i zmartwychwstanie trzeciego dnia i trzeciej nocy
dla zapomnianych z tego úwiata,
dla zdradzonych po raz trzeci.
1990.02.21
Sigitas Birgelis
***
Noc napeùniùa goryczą
naczynia lasów i pól
pustka trwaùa
aý do rana
úwit pochùonąù noc
zbudziù się naród
i jak dziecko zapragnąù
ýyã
Marcin Niemojewski
WIGILIJNY CHRYSTUS
Rodzi się Chrystus Odkupiciel,
przerzedzają się ciemnoúci,
zmienia swe wyroki los,
na póùnocy wieje wiatr wolnoúci.
Oto Litwa odrodzona
dajnami1 uwieńczona,
w obcym kraju umęczona,
w wierszach opiewana.
Wraca Litwa Brazdýionisa2,
jak gwiazda, co drogę znaczy.
Wraca Litwa Maironisa3
i zakwita w cieniu nocy.
Powraca.
O, Boýe miùy, -
jak my, co zawsze tu byliúmy
do domu powrócimy?
1 dajny - litewskie pieúni ludowe.
2 B. Brazdžionis (ur. 1907) - jeden z najpopularniejszych emigracyjnych poetów litewskich.
3 Maironis - wù. J. Mačiulis (1862-1932) - jeden z
najwybitniejszych poetów litewskich.
***
W pierwszym napotkanym bùawatku
odnalazùem
twój bùękitny uúmiech.
W pierwszej napotkanej trawie
szukaùem
twego zwinnego úmiechu.
Pomiędzy brzegami
wiele razy przeszedùem
wszystkie twoje kroki.
Jestem milczeniem wody.
Ty - ciszą nad rzeką sùów.
Dokoùa tylko mosty,
mosty,
mosty.
Tutaj cię straciùem.
A tu - szukaùem.
W pierwszym napotkanym bùawatku
odnalazùem twój bùękitny uúmiech.
Alicja Rybaùko
***
Boję się
ýe pomylę cię z mleczem
jesteú taka podobna
do jego ýycia
boję się
ýe pomylę cię z Bogiem
mieszkasz
tak blisko frasobliwych úwiątków
Alicja Rybaùko
***
I znów dùugie lata
gùodowaù za nas
Chrystus
Padaùo
od samego początku
lecz woda staùa się winem
wino nabraùo cierpkiego smaku
wiecznoúci
Modliliúmy się
za to
ýe moýemy się modliã
1989.07.23
***
Oddaù ýycie Chrystus
tam, gdzie wczeúnie
wstaù úwit.
Pozostaù tylko czas
rozdwojony,
pozostaù tylko czas
nieýywy.
Ojczyzna
zmartwychwstaùa.
***
I znów powraca Litwa
z wygnańców zimnych krain
jak biaùa panna mùoda
na wzorze lnianym
Powraca Litwa z zapomnienia
ze swoich przodków mogiù
z melodią syberyjskiej pieúni
jak dzień gdy sùońce wschodzi
1989.08.18
Marcin Niemojewski
DO MIESZKAŃCÓW LITWY
Dzisiaj kruki krąýą
nad moją maùą ojczyzną.
Wrogowie mordują, groýą,
w strachu przed wolną Litwą.
Dziú na ulice czoùgi wyjechaùy,
by wolnoúci wydrapaã oczy.
Zbudźmy tych, co ongiú zwycięýali,
niech kaýdy swe serce na oúcieý otworzy.
Tym, co ojczyznę umiùowali
i kroczyli woùając: wolnoúã.
Tym, co się jej nie doczekali,
na póù podzieliwszy wiecznoúã.
Punskas 1991.01.13
***
Przez szparę w horyzoncie
sączy się dzień.
Na ustach
muúnięcie sùońca,
pocaùunek ziemi.
Przez otwarte drzwi
rozpùywa się po caùym domu.
Co będzie, gdy wygna cię
z ust,
z pocaùunków
najpierwszej miùoúci.
Gdy kaýe oddaã siebie
podzielonego -
podzielonej
Ojczyźnie.
***
Kiedy biorę cię do rąk
jak gontowy gwóźdź
albo jak piùę
i chcę naprawiã
úwiat
ze sùonecznej sonaty
z REX Cziurlionisa
z zapachu Niemna
wiem -
nasze królestwo nie stąd
litewskie sùowo
Alicja Rybaùko
LITEWSCY OCHOTNICY
Litewscy ochotnicy
ci z najdzielniejszych -
najdzielniejszymi byli ýoùnierzami
i ci z najlepszych -
najlepszymi byli oraczami.
Ich domy -
w ziemi wyryte okopy.
Ich imię -
litewscy ochotnicy.
Marcin Niemojewski
***
Tyle czasu idę do ciebie
Litwo
przez zaorane nie istniejące mosty
Tyle czasu ukrywam w sobie
ciebie - ojczyzno
przed gùuchym i ùotrem
Tyle czasu cierpię
bez ciebie
niewinnie wygnany ze úwiata miùoúci
Tyle czasu powracam
do domu
drogą wiodącą donikąd
Sigitas Birgelis
***
Na obcej ziemi nie przyjmują się
przesadzone sny
w snach ojczyste drzewa
w drzewach zapomnienie
w zapomnieniu czas
Czas burzy nadzieje
Litwę
z angielską ziemią
Litwę
z angielskim niebem
NIEPRAWDA
Nie zabijajcie ciszy
szeptami
o miùoúci
Zmartwychwstanie
nie istnieje
Alicja Rybaùko